Królowa Wiatrów
czyli 1725m n.p.m.
(17 sierpnia 2014)
Marek jest w naszej ekipie niekwestionowanym rekordzistą jeśli chodzi o zdobywanie Babiej Góry. To jego trzynasty raz!
My, czyli ja, Mati, Kasia i Michaś byliśmy tam mniej niż dziesięć razy więc do obliczeń statystycznych to się nie liczy. A o jaką tu chodzi statystykę? Wiadomo!
- Ile razy tu nie wiało? - pytam retorycznie.
- Zawsze wiało! - natychmiast otrzymuję odpowiedź, która dla każdego kto tu był jest oczywista.
Babią Górę od półtora roku codziennie widzę zarówno z ogrodu jak i z okien domu.
Oczywiście jeśli ją w ogóle widać. Ale zawsze, kiedy ją widać, romansuje z chmurami. Albo owija je wokół siebie, albo zakłada je sobie na czubek niczym koronę. Nazwałam ją na własny użytek Królową Wiatrów. I nie ma na to rady, na jej szczycie wieje zawsze.
Tym razem, mając na względzie zapotrzebowanie Mateuszka na mocne wrażenia, zdobywamy ją idąc Percią Akademików. Dla Marka mimo wszystko jest to coś nowego - żółtym szlakiem pójdzie po raz pierwszy.
W tym celu jedziemy na Przełęcz Krowiarki gdzie zostawiamy na parkingu auto. Ponieważ przyjeżdżamy około południa, to zajmujemy jedno z ostatnich miejsc. Jestem zdziwiona, że trzeba kupować bilet wstępu do parku. Dziwią się też sprzedający z mojego zdziwienia bo twierdzą, że tak było zawsze.
- E tam! Wcale nie! - upieram się przy swoim zdaniu - O 4 rano nigdy nie „trzebało”!
Zamiast tradycyjnego biletu otrzymujemy pocztówki z widoczkami z różnych miejsc Babiogórskiego Parku Narodowego. Dorośli płacą 5 zł, dzieci połowę z tego.
Kierujemy się na szlak niebieski by potem, jeszcze przed schroniskiem, skręcić w lewo na żółty szlak czyli osławioną Perć Akademików. Szlak niebieski wije się lasem łagodnie w górę. Kiedy jednak wkraczamy na szlak żółty natychmiast robi się stromo. Dla Mateusza i Michała to żadna różnica. Oni chyba czerpią energię z kosmosu - myślę sobie kiedy chcąc dotrzymać im kroku łapię lekką zadyszkę. O tym, że nie mam racji przekonuję się po wyjściu z lasu gdzie robimy przerwę na 2 śniadanie. Kanapki znikają w mgnieniu oka. Po nich idą w ruch łakocie… na koniec borówki.
Mamy słoneczną i ciepłą pogodę. Założyłam przewiewną koszulkę ale nawet w niej jest mi za ciepło. Za to w plecakach mamy ciepłe polary i kurtki.
Przy pierwszych łańcuchach ustalamy zasady poruszania się na szlaku, czyli kto za kim idzie i dlaczego. W połowie łańcuchów w desperacji zmieniam zasady. Nowe zasady są jeszcze krótsze, ale o tym pisać nie będę. Od ich wprowadzenia zdecydowanie poprawia mi się komfort wędrówki.
Mateuszowi wspinanie się na łańcuchach sprawia wielką radość, jest zwinny jak kozica i równie ostrożny. Z przyjemnością fotografuję go bo wiem, że za nim podąża Marek. Łańcuchy kończą się niespodziewanie. Teraz znów szybko zmierzamy na szczyt. Robi się chłodniej, zrywa się zimny wiatr.
Kiedy stajemy na Diablaku jesteśmy już odziani w polary i kurtki. Wiadomo: wieje!!! Oj, jak wieje!
Schowani za kamiennym parawanem z przyjemnością raczymy się kawą i czekoladą. Chłopaki wpisują się do księgi wejść i zaraz potem Mati z Markiem rozpoczynają zabawę z wiatrem. Na szczycie jest oczywiście wielu turystów, większość z nich, moim zdaniem, wkrótce ulegnie hibernacji. Na szczęście tak się nie dzieje, gołonodzy i nagoramienni trampkarze, kierowani instynktem przetrwania z objawami wychłodzenia w ostatniej chwili opuszczają wierzchołek. Cudownie ocaleni!- myślę sobie z przekąsem.
Ciepłe ubrania dają nam duży komfort i pozwalają długo cieszyć się rozległą panoramą. Bo czegóż to nie widać z jej szczytu? Pasma wszystkich możliwych Tatr, Góry Choczańskie, Małą Fatrę, Pieniny, Beskid Sądecki i Wyspowy, Mały i Żywiecki. O tej porze roku mała przejrzystość powietrza nie kreuje tak wspaniałych widoków jak w chłodniejsze dni ale i tak „klękajcie narody”- tak tu pięknie. Marek po raz 13 zachwyca się rozległym pejzażem i z poświęceniem fotografuje zepsutym aparatem. Ach, ta migawka!!! Zużyła się czy co? Raczej „czyco”… Kiedyś… niedawno temu wysiadając z samochodu upuściłam aparat na ziemię. Teraz „słucha„ zwykle mnie - taka to perfidna zemsta jego 
Na drogę powrotną wybieramy widokowy czerwony szlak. Mogę patrzeć i patrzeć na moje ukochane Tatry… I co tu więcej pisać? O Babiej Górze przecudnie piszą autorzy oficjalnej strony Babiogórskiego Parku Narodowego. Czyta się to jak poezję … dokumentalną. Od samego przeczytania może się w Babiej Górze zakochać. Ale nie wierzcie mi na słowo. Sami przeczytajcie (i przyjdźcie tu). Bo czyż można piękniej i czulej napisać, jakby nie było w popularnonaukowej notatce, niż tak: „Przy jesiennym powiewie wiatru liście buka, olchy szarej i jesiona sypią się na dno lasu, przykrywając je kolorową pierzyną.”?

Codziennie na dzień dobry patrzę na Babią Górę, jej widokiem zaczynam każdy dzień mojego nowego życia.
A potem teleportuję się na jej szczyt i już w Tatrach jestem.

Zaś w temacie wspomnianych na wstępie statystyk... nasz rodzinny Matimatyk zobrazował Babią Górę tak:
~80 000 osób rocznie wchodzi na szczyt Babiej Góry.
~10 000 metrów wynosi długość pasma babiogórskiego.
1725 metrów to wysokość bezwzględna Babiej Góry.
~900 gatunków roślin naczyniowych rośnie na Babiej Górze.
~190 gatunków kręgowców (w tym aż 8 gatunków nietoperzy) zamieszkuje tutaj.
16 wierzchołków wyróżniają topografowie w głównej grani Babiej Góry.
9 jeziorek osuwiskowych występuje w masywie Babiej Góry.
7 - co najmniej od tylu stron można wejść na Babią Górę.
2 - co do wysokości szczyt w Koronie Gór Polski.

i jeszcze kilka ciekawostek:

W 1782 roku odnotowano pierwsze wejśćie na szczyt. Dokonał tego ksiądz Jowinus Fryderyk Alojzy Bystrzycki herbu Bończa (1737-1821)
W 1894 roku wytyczono i oznakowano pierwszy szlak na Babiej Górze.
30 października 1954 roku utworzono Babiogórski Park Narodowy.
Od 1977 roku funkcjonuje tu (z kilkuletnią przerwą) Rezerwat Biosfery UNESCO.
W 1999 roku uruchomiono dwa piesze przejścia graniczne ze Słowacją.
Druga Babia Góra (o wysokośći 728m n.p.m.) znajduje się w Beskidzie Wyspowym w okolicach Łososiny Dolnej.
Tylko tutaj rośnie okrzyn jeleni (Laserpitium archangelica Wulfen) będący symbolem BgPN. Tę samą wysokość bezwzględną (1725m n.p.m.) ma jeszcze wulkan Manam w Papui-Nowej Gwinei oraz Kondracka Przełęcz w Tatrach.
Zapraszamy też do obejrzenia kilku babiogórskich panoram:
Podziel się z innymi swoją opinią...

  o nas   ciekawe strony   inne blogi o górach   napisz do nas   strona główna   newsletter