Fotorelacja

strona głównaprzez drogi i bezdrożarelacjeTrzy Korony



TRZY KORONY (982 m n.p.m.)
Pieniny

49°24′50″N    20°24′51″E






Pieniński Lodowiec
(17-18 marca 2012)

Wschód słońca na Trzech Koronach marzył się nam od dawna. Myśląc o tym miejscu natychmiast stawał mi przed oczami bezkresny widok, jaki rozpościera się z Okrąglicy (982 m n.p.m.) z 500-metrowej przepaści na Rówień koło Dunajca. Znakomicie widać stamtąd przełom Dunajca, Tatry, Beskid Sądecki, Gorce, Beskid Żywiecki i Magurę Spiską.

Po rozpatrzeniu kilku możliwych wersji wycieczki decydujemy się na tę najmilszą czyli z noclegiem w schronisku. Tym sposobem wysypiamy się w sobotę i do Sromowców Niżnych docieramy późnym popołudniem. Przyjemnie jest nie śpieszyć się, delektować wolną chwilą zatem wybieramy na dojazd dłuższą, za to widokową trasę. Dzięki temu w okolicach Nowego Targu podziwiamy panoramę całych Tatr w przedwiosennej szacie. Słoneczna pogoda sprzyja rozleniwieniu więc zatrzymujemy się często, bo też widoki są niecodzienne.

W Sromowcach Niżnych miło zaskakuje nas ilość koncertujących ptaków, które oszołomione ciepłem ćwierkają, kwilą, tiurlikają, cit-citają, każde w innej tonacji powtarza własną frazę, jedne dźwięcznym, inne matowym głosem ale każde z niebywałą energią. Mnie najbardziej podoba się śpiew dzwońców, których akurat dużo fruwa w okolicy.

Po zakwaterowaniu w schronisku udajemy się na spacer nad rzekę aby teraz, już bez zbędnego balastu, fotografować ptaki. Jest to jednak dość trudne z uwagi na coraz słabsze światło. Ponadto ptaszki są nader ruchliwe i ostrożne, siadają na szczytach drzew i zdecydowanie preferują miejsca gęste od drobnych gałązek. Najpierw naszą uwagę zajmuje dzięcioł zielony z zapałem stukający w pień starego jesionu a potem dwie pliszki: siwa i żółta, które walczą ze sobą nad brzegiem Dunajca - siwa jest bardziej agresywna i skutecznie przegania żółtą. Kiedy śledzimy wzrokiem drogę jej ucieczki zauważamy latającego nietoperza a potem kolejne osobniki. Nie sposób nadążyć za nimi (aparatem oczywiście , inaczej nie próbowaliśmy nawet) są tak zwinne i szybkie.

Po zachodzie słońca wracamy do schroniska, w którym wciąż przybywa ludzi. My swoje auto zostawiliśmy na parkingu we wsi natomiast ilość zgromadzonych przed schroniskiem samochodów przekonuje nas, że obecni tu goście inaczej niż my traktują góry. W proteście zjadamy kolację na balkonie i idziemy spać „ z kurami”.

Krótka ta noc. Kilka minut po trzeciej z pełnym ekwipunkiem jesteśmy już na szlaku. Cóż… po wejściu w las okazuje się szybko jak dalece ten nasz ekwipunek jest niepełny. Kije trekingowe i, co gorsza, raki zostawiliśmy w samochodzie. Niczym nowicjusze daliśmy się zwieść słonecznej pogodzie i zupełnie nie wzięliśmy pod uwagę, że na szlaku może być lód. A lód jest wszędzie, ze szczególnym nasileniem na ścieżce. Tuż obok szlaku lodu było nieco mniej ale kto szedł tą trasa to wie o czym piszę. Idziemy żółtym szlakiem czyli dnem Wąwozu Szopczańskiego, którego strome i blisko siebie położone ściany tworzą kanion a jego dnem spływa Szopczański Potok. Zatem mało jest miejsc, w których możemy bezpiecznie zejść z wydeptanej ścieżki. Jest ciemna noc i do wyboru mamy albo iść dalej męcząc się na śliskim szlaku albo zawrócić do wsi po raki ryzykując jednak spóźnienie na wschód słońca.

Wybieramy (do teraz nie wiem czy słusznie) pierwszy wariant. Brniemy z determinacją przed siebie chwytając się na szlaku czego się da byle tylko nie zaliczyć lądowania na pupie. Mimo prawdziwie akrobatycznych wyczynów dwukrotnie siadam w kałuży i już teraz z autopsji wiem co znaczy powiedzenie „zmoczyć tyłek”. Na Przełęczy Szopka Marek znajduje dwa solidne kije za pomocą których udaje się nam wejść na Okrąglicę przed wschodem słońca. I wyczyn ten jest dla mnie niewątpliwym cudem jakiego doświadczyłam tego dnia.

Na wschód słońca czekamy kilkanaście minut wspólnie z parą młodych ludzi, którzy weszli na platformę widokową przed nami. Na szczycie okazało się, że zapomnieliśmy także o statywie. Jesteśmy jednak tak zadowoleni, że udało się nam pomimo szalenie trudnych warunków na szlaku wejść na szczyt przed wschodem słońca, że ten brak statywu uznajemy za drobiazg. Marek pierwszy dostrzega pierwszy promień słońca. W dole nie wiją się jednak oczekiwane przez nas szale mgieł, cieniutka warstwa mgły okrywa całą Rówień. Na szczycie spędzamy godzinę. Wysyłam do Siostry mms-a z nadzieją, że dotrze za kilka godzin, bo przecież normalni ludzie o 5:42 śpią a moja Siostra akurat w tym aspekcie normalna jest.

O szóstej dołącza do nas jeszcze dwójka mężczyzn, którzy weszli na szczyt ze Szczawnicy. Są sponiewierani jako i my. Nikt, z nas sześciorga, nie założył raków ani też nie zabrał kijków. Przed nami zejście, tą samą trudną drogą więc wcale się nie śpieszymy, zwłaszcza, że tym razem nie wieje wiatr. Słońce szybko wznosi się ponad linię horyzontu i równie szybko zmienia się zarówno barwa nieba jak i ziemi. Zapowiada się słoneczny i ciepły dzień, w dolinach kwitną już pierwsze wiosenne kwiaty, latają też motyle i pszczoły.

Dokładnie o 7 opuszczamy platformę. Początkowo zamierzaliśmy schodzić niebieskim szlakiem na Polanę Kosarzyska a później zielonym do schroniska ale ostatecznie na żółtym to przynajmniej już wiemy gdzie i ile jest lodu, liczymy także na możliwość schodzenia wzdłuż Szopczańskiego Potoku. Jak cenny skarb pilnowałam cały czas naszych sękatych kijów więc próbuję sobie dodać animuszu myślą, że teraz to przynajmniej jest z górki i „za widoka”

Przy schodzeniu czuję każdy mięsień a w szczególności mięśnie karku i barków. Lodu nie ubyło, schodzenie jest dla mnie trudniejsze od podchodzenia, tylko raz siadam ślizgiem na lodzie, często asekuruję się gałęziami i pniami drzew, schodzę tuż obok szlaku zsuwając się na śnieżno-liściasto-błotnej mazi, skaczę po kamieniach w potoku byle tylko nie iść lodowym szlakiem. Jakże mi teraz brakuje moich kochanych raków! Przepraszam się z nimi w myślach. Schodzenie w okutych butach jest prawdziwą przyjemnością w porównaniu z tym czego doświadczamy na stromej i oblodzonej ścieżce.

Pierwszych turystów zmierzających na Trzy Korony spotykamy dopiero przy schronisku około w pół do dziewiątej. Ja bezzwłocznie zmierzam pod prysznic i na krótką drzemkę do łóżka, Marek zostaje fotografować zięby i trznadle.

Właściwie to szkoda poprzestać na tej wędrówce! Jedziemy zatem na Przełęcz pod Tokarnią...czytaj dalej



trasa:
    Sromowce Niżne - Przełęcz Szopka -     - Trzy Korony - Przełęcz Szopka- Sromowce Niżne
Podziel się z innymi swoją opinią...