Szwajcaria - Alpy - Dolina Gastern (Gasterntal)
wrzesień 2011
Stajemy u progu końcowej części potężnej Doliny Gastern - jej szerokość w tym miejscu to prawie pół kilometra!
Wnętrze doliny jest bardzo płaskie a otaczają go prawie pionowe zerwy ścian Doldenhorn, HockenHorn i Saekhorn
Dnem doliny toczy swoje spienione, mlecznobiałe wody rzeka Kander. U wylotu doliny jej szerokość sięga kilkunastu metrów.
Dla raftingu Kander klasyfikowany jest na poziomie VI w Międzynarodowej Skali Trudności Rzek.
W 2008 roku pięciu żołnierzy armii szwajcarskiej zginęło podczas próby przepłynięcia rzeki pontonami
Kander płynie dalej w stronę Kandersteg. Po prawej widać otulony chmurą wierzchołek Balmhorn (3698m npm)
Kander wypływa z lodowca na wysokości 2200m npm, by po 44 kilometrach zakończyć swój bieg w Jeziorze Thun
Trochę pobłądziliśmy. Musimy teraz przejśc na drugi brzeg potoku albo zawrócić prawie dwa kilometry. Kiedy Marek szuka dogodnego miejsca na przeprawe, Mati wypełnia czas budowaniem kamiennych wież
Wieże już gotowe a Marka nadal nie ma...
W oczekiwaniu na powrót Marka robimy sobie sesję zdjęciową
Mimo usilnych poszukiwań na odcinku paruset metrów nie udało mi się znaleźć w miarę bezpiecznego przejścia przez wartki potok
Z tęsknotą spoglądamy na przeciwległy brzeg doliny - mogliśmy tam już być.
Trudno, wracamy w dół aż do wiszącego mostu
Godzinę później jesteśmy po drugiej stronie, dokładnie w tym miejscu gdzie jest środek poprzedniego zdjęcia.
Straciliśmy ponad dwie godziny - chyba nie uda się dotrzeć do celu :-(
Chwila odpoczynku dla wyrównania oddechu i scalenia grupy.
Spojrzenie w stronę wylotu Gasterntal
W południowym słońcu lśnią Balmhorn (3698m npm) i Altels (3629m npm)
Wodospad na potoku Kander - idąc przeciwległym jego brzegiem Marek dotarł aż do tego miejsca
Strome południowe zbocza Fründenhorn (3369m npm) i morena zamykająca Alpetli Gletscher
Wodospad na potoku Kander mierzy około 80 metrów wysokości
Doldenhorn (3638m npm), przełęcz Fründenjoch (2984m npm) i Fründenhorn (3369m npm)
Mati, który szedł daleko z przodu zawraca
Chwilę za Matim pojawiają się przodownicy: Karolina z Filipem i Simon.
Uznajemy, że najwyższa pora wracać gdyż na powrót mamy wykupione bilety na konkretny kurs mikrobusa, a spóźnienie oznacza dodatkowe 10 kilometrów marszu
Chwila odpoczynku
Meandry rzeki Kander w górnej części Gasterntal
Karolina, Mati i Filip
Spienione wody rzeki Kander w niczym nie przypominają naszych górskich potoków
Tu większość rzek jest mętna i ma cementowy kolor
Trójka Przodowników: Karolina, Filip i Mati
Pechowy most, którego nie zauważyliśmy w porę idąc rano
Nisko położone słońce zupełnie zmieniło krajobraz - o tej porze dnia nie mam wrażenia pustki i ogromu Gasterntala
Mimo że nie udało się nam dotrzeć do lodowca (brakło może godzinę czasu), to żegnamy się z doliną bez poczucia straty.
Warto było tu przyjść. Dziękujemy Filipie!
Ta wieża nie jest dziełem Mateusza; podziwiamy zapał i wytrwałośc budowniczego
Zobacz wszystkie fotografie jako pokaz slajdów
Podziel się z innymi swoją opinią...