 |
Stajemy u progu końcowej części potężnej Doliny Gastern - jej szerokość w tym miejscu to prawie pół kilometra! |
 |
Wnętrze doliny jest bardzo płaskie a otaczają go prawie pionowe zerwy ścian Doldenhorn, HockenHorn i Saekhorn |
 |
Dnem doliny toczy swoje spienione, mlecznobiałe wody rzeka Kander. U wylotu doliny jej szerokość sięga kilkunastu metrów. Dla raftingu Kander klasyfikowany jest na poziomie VI w Międzynarodowej Skali Trudności Rzek. W 2008 roku pięciu żołnierzy armii szwajcarskiej zginęło podczas próby przepłynięcia rzeki pontonami |
 |
Kander płynie dalej w stronę Kandersteg. Po prawej widać otulony chmurą wierzchołek Balmhorn (3698m npm) |
 |
Kander wypływa z lodowca na wysokości 2200m npm, by po 44 kilometrach zakończyć swój bieg w Jeziorze Thun |
 |
Trochę pobłądziliśmy. Musimy teraz przejśc na drugi brzeg potoku albo zawrócić prawie dwa kilometry. Kiedy Marek szuka dogodnego miejsca na przeprawe, Mati wypełnia czas budowaniem kamiennych wież |
 |
Wieże już gotowe a Marka nadal nie ma... |
 |
W oczekiwaniu na powrót Marka robimy sobie sesję zdjęciową |
 |
Mimo usilnych poszukiwań na odcinku paruset metrów nie udało mi się znaleźć w miarę bezpiecznego przejścia przez wartki potok |
 |
Z tęsknotą spoglądamy na przeciwległy brzeg doliny - mogliśmy tam już być. Trudno, wracamy w dół aż do wiszącego mostu |
 |
Godzinę później jesteśmy po drugiej stronie, dokładnie w tym miejscu gdzie jest środek poprzedniego zdjęcia. Straciliśmy ponad dwie godziny - chyba nie uda się dotrzeć do celu :-( |
 |
Chwila odpoczynku dla wyrównania oddechu i scalenia grupy. |
 |
Spojrzenie w stronę wylotu Gasterntal |
 |
W południowym słońcu lśnią Balmhorn (3698m npm) i Altels (3629m npm) |
 |
Wodospad na potoku Kander - idąc przeciwległym jego brzegiem Marek dotarł aż do tego miejsca |
 |
Strome południowe zbocza Fründenhorn (3369m npm) i morena zamykająca Alpetli Gletscher |
 |
Wodospad na potoku Kander mierzy około 80 metrów wysokości |
 |
Doldenhorn (3638m npm), przełęcz Fründenjoch (2984m npm) i Fründenhorn (3369m npm) |
 |
Mati, który szedł daleko z przodu zawraca |
 |
Chwilę za Matim pojawiają się przodownicy: Karolina z Filipem i Simon. Uznajemy, że najwyższa pora wracać gdyż na powrót mamy wykupione bilety na konkretny kurs mikrobusa, a spóźnienie oznacza dodatkowe 10 kilometrów marszu |
 |
Chwila odpoczynku |
 |
Meandry rzeki Kander w górnej części Gasterntal |
 |
Karolina, Mati i Filip |
 |
Spienione wody rzeki Kander w niczym nie przypominają naszych górskich potoków Tu większość rzek jest mętna i ma cementowy kolor |
 |
Trójka Przodowników: Karolina, Filip i Mati |
 |
Pechowy most, którego nie zauważyliśmy w porę idąc rano |
 |
Nisko położone słońce zupełnie zmieniło krajobraz - o tej porze dnia nie mam wrażenia pustki i ogromu Gasterntala |
 |
Mimo że nie udało się nam dotrzeć do lodowca (brakło może godzinę czasu), to żegnamy się z doliną bez poczucia straty. Warto było tu przyjść. Dziękujemy Filipie! |
 |
Ta wieża nie jest dziełem Mateusza; podziwiamy zapał i wytrwałośc budowniczego |
 |
| Zobacz wszystkie fotografie jako pokaz slajdów |