liczniki na strone


Fotorelacja

strona głównaprzez drogi i bezdrożarelacjePołonina Wetlińska



POŁONINA WETLIŃSKA
Bieszczady





„Stań się lepszym człowiekiem. I zanim poznasz kogoś upewnij się, że znasz siebie i że nie będziesz chciał być taki jak on chce, ale będziesz sobą.”
Gabriel García Márquez


Daleko od Alp

dzień drugi
(15 kwietnia 2012)

Chyba nie tylko mnie, chyba większości z nas Bieszczady przede wszystkim kojarzą się z połoninami. A jak połoniny to jak z automatu wyskakują z pamięci Wetlińska i Caryńska. Wdrapać się na Caryńską jest o wiele trudniej, zatem, żerując na skąpej wiedzy moich kompanów (w zmowie z Markiem) proponuję wędrówkę na Wetlińską. Marek i Karolinka odpuścili sobie tego dnia górską włóczęgę. Pech chciał, że tego dnia pogoda była dżdżysta a w Przysłopie od rana do wieczora miało nie być prądu. Co oni będą robili?- zastanawiam się mocno zadziwiona ich desperacką decyzją. Jasia czytała, Karolinka spała, Marek spał :-) Zbyszek, Filip i ja w tym czasie przemierzaliśmy Połoninę Wetlińską. Marek podwozi nas samochodem na Przełęcz nad Berehami, robi dokumentalne zdjęcia, wyznacza czas wędrówki, oświadcza że przyjedzie po nas wtedy a wtedy i… sobie jedzie.

Szybko wdrapujemy się żółtym szlakiem do schroniska „Puchatek” mijając po drodze zaledwie kilkoro turystów. W schronisku pusto do bólu - nie będzie kawy? Nie było. Buuuuuuuuuuu!!! Personel gdzieś przepadł z kretesem, siedząc na drewnianych ławach stojących na klepisku zjadamy snikersy i wychodzimy na szlak. Pada. Drobny deszczyk delikatnie i skutecznie siąpi z nieba. Chłopaki (żywa reklama siłowni- jeden zwycięzca maratonów, drugi judoka –„czarnopasista”) spokojnym i równym krokiem (sic!!!) posuwają się do przodu. Ja… spokojnie szukam najlepszego kadru dla moich zdjęć. Nikt się nie spieszy: ani oni, ani ja. Kolejny raz spotykamy się na Osadzkim Wierchu. Krótkie to spotkanie ;-) Pstrykam im kilka zdjęć i tyle ich widać, znów zostaję w tyle. Bo w tyle zatrzymują mnie wichrowe pejzaże. Płowe trawy falują łagodnie na wietrze, nagie gałęzie skarłowaciałych krzewów uginają się ku ziemi… cóż z tego, że połoniny w skromnej tonacji szarych i beżowych barw toną w błotnistej mazi! Pomiędzy skołtunionymi źdźbłami zeszłorocznych traw zakwitły właśnie przebiśniegi- subtelnie białe dzwonki kwiatów drżą kołysane wiatrem. Kiedy leżę na wąskiej ścieżce z nosem kilka centymetrów nad ziemią mija mnie właśnie para mocno zdezorientowanych turystów. Wyglądam podejrzanie? No chyba!!! Pytają jak się czuję i tak w ogóle… Kiedy patrzę na nich zaskoczona z poziomu podeszw ich butów śmiejemy się już serdecznie. Nie poturbował mnie niedźwiedź, nie mam otwartego złamania kończyn, udaru ani zawału… Ojeju!

Sprowadzają mnie (dla pewności?) do pozycji wertykalnej, rozmawiamy chwilkę i ruszamy w przeciwnych kierunkach. Samotnie przemierzam połoninę. I właśnie wtedy odbieram telefon od Kasi. Moja przyjaciółka aktualizuje numery telefonów. Powiedzieć jej gdzie jestem? Już mówiłam ale pewnie zapomniała. Mówię, że błoto, śnieg, bieluchne przebiśniegi na połoninach, szafirowe cebulice w dolinach, że orliki, kruki, jastrzębie, sarny, niedźwiedź i zupa czosnkowa… że za nią tęsknię. W odpowiedzi dowiaduję się, że przeprowadzka w pracy, kurs doskonalący i nocna zmiana w szpitalu… że też mnie jej brak. Następne Bieszczady to już tylko razem - tak sobie obiecujemy. Bo Kasia o Bieszczadach to mówiła już daaaaaaaaaawno. W końcu przyjechała tu beze mnie bo ja zafiksowałam na Tatrach. Teraz jestem tu ja.

Zbyszek z Filipem są już małymi plamkami na horyzoncie. Fajnie mi tu SAMEJ. Odzyskuję dostęp do ukrytych zasobów mojej duszy ;-) Czule spoglądam na ekran komórki: kg. Pierwszy numer, który chciałam zapisać w książce adresowej. Nieporadnie ale z determinacją wprowadziłam właśnie jej numer. I tak już zostało.

Podążam bieszczadzką dróżką i rozmyślając o bliskich mi ludziach czynię rachunek sumienia: czy okazuję im jak są dla mnie ważni?- się pytam. OKAZUJĘ! Ale czy tak często i wyraziście aby oni to czuli? Za Hnatowym Berdem dołączam do Zbyszka i Filipa. Przez chwilkę idziemy razem ale wkrótce znów zatrzymują mnie „widoczki”. Na Przełęczy Orłowicza panowie zjadają ostatnie kanapki a ja robią ostatnie zdjęcia. W dół znów idziemy już razem. Chłopaki nie chcą wcale zdobywać Smerka.

Dzwonię do Marka i brutalnie weryfikuję jego plany: nie ma nas jeszcze tam gdzie być mieliśmy. Jesteśmy na Orłowicza. Ok.! Po godzinie spotykamy się w Wetlinie. Jest 16:00 i w Przysłopie wciąż nie ma prądu. Czyli wody też nie ma. A ja marzę o gorącym prysznicu i… zupie grzybowej.

O 18 wraca cywilizacja. O 18:30 siedzimy w karczmie „Brzeziniak” i czekamy na zupę grzybową i pstrąga- oba dania powaliły nas na kolana!!! Bojkowska borowikowa sporządzana jest według przepisu z około 1650 roku. Tę zupę podawano w ówczesnych Bieszczadach nawet na stołach dworskich. Nic dziwnego! Jest genialna!

W ciemności wracamy do pensjonatu i natychmiast zapadam w słodką czeluść snu.



trasa:
    Przełęcz nad Berehami - Chatka Puchatka -         - Przełęcz Orłowicza -         - Wetlina
Panoramy
Na żółtym szlaku z Przełęczy nad Berehami do Schroniska "Chatka Puchatka".
Na horyzoncie Osadzki Wierch i Roh.
Kilkadziesiąt metrów przed schroniskiem. Daleko po lewej majaczy Grupa Tarnicy a na wprost Mała i Wielka Rawka.
180 st panorama z połonny Wetlińskiej w kierunku południowo-wschodnim.
Na pierwszym planie Połonina Caryńska a po prawej Masyw Rawek.
Podejście pod Osadzki Wierch. W centrum kadru "Chatka Puchatka".
Na Osadzkim Wierchu (1253 m n.p.m.).
Wierzchołek Osadzkiego pokryty jest rumowiskim skalnym (gołoborzem) po bieszczadzku zwanym grehotami.
Schodzimy z Osadzkiego Wierchu w kierunku Srebrzystej Przełęczy (1215 m n.p.m.) czasem nazywanej również Srebrną Przełączką.
Potężny masyw Osadzkiego Wierchu posiada sześć szczytów podzielonych niewielkimi przełączkami.
Wychodnie skalne na Osadzkim Wierchu. Po lewej ukazuje się Hnatowe Berdo.
Główna kulminacja Osadzkiego Wierchu a za nią Połoniny Wetlińska i Caryńska oraz Tarnica.
W obniżeniu Srebrnej Przełączki dawniej znajdował się sztuczny zbiornik z wodą do pojenia bydła.
Minąwszy Hnatowe Berdo stajemy oko w oko ze Smerkiem.
Hnatowe Berdo (1187 m n.p.m.) - widok od strony zachodniej.
Na szlaku w okolicach Szarego Berda. Od lewej: Roh, Osadzki Wierch i Hnatowe Berdo.
W okolicach Przełęczy Orłowicza podziwiamy Smerka.
Dziś już za późno by tam wejść, ale w pamięci mam ubiegłoroczną jesienną wedrówkę po jego zboczach.
Z Przełęczy Orłowicza widok na trzy najwyższe kulminacje Połoniny Wetlińskiej: Roh, Osadzki Wierch i Hnatowe Berdo.
Z okien naszego pokoju w "Brzeziniaku" obserwujemy taniec chmur nad Smerkiem.

Ciekawe strony Newsletter Powrót do strony głównej