liczniki na strone


Fotorelacja

strona głównaprzez drogi i bezdrożarelacjeGniazdo Tarnicy i Halicza



TARNICA (1346 m n.p.m.)
Bieszczady

49°04′28″N    22°43′35″E


HALICZ (1333 m n.p.m.)
Bieszczady

49°04′19″N    22°46′07″E






„Ludzie zazwyczaj uważają spacer po wodzie czy w rozrzedzonej atmosferze za cud, ale moim zdaniem prawdziwy cud polega na chodzeniu po ziemi. Codziennie uczestniczymy w cudzie, z którego nawet nie zdajemy sobie sprawy: niebieskie niebo, białe chmury, zielone liście, czarne, ciekawe oczy dziecka, nasza własna para oczu. Wszystko jest cudem.”
Thich Nhat Hanh


Daleko od Alp

dzień pierwszy
(14 kwietnia 2012)

Trasę wycieczki „dnia pierwszego” wybrał Marek. Wołosate - Tarnica - Przełęcz Goprowska -Halicz - Rozsypaniec- Przełęcz Bukowska - Wołosate.

Według mapy siedmiogodzinna, według mnie wczesnowiosenna, zatem błotnisto-śnieżna wędrówka bieszczadzka. Marek kilka lat temu przemierzał już tę drogę zatem patrzymy na niego jak na wyrocznię i ufamy, że … wie co robi :-) Jego zdaniem to jedna z najpiękniejszych bieszczadzkich tras1. Ja mu wierzę, godzę się na złożoną propozycję, ufam mu po prostu i już. Idziemy. Karolinka, Filip, Zbyszek, Marek i ja- pięcioosobowa , mocno zróżnicowana ekipa o dość skomplikowanych powiązaniach rodzinno-towarzyskich, dramatycznie różnej kondycji, sprzecznych upodobaniach i preferencjach, różnej narodowości i szerokim spektrum wieku ale wspólnym celu. Idziemy w Bieszczady!

Aparat fotograficzny niosę ja, czasem tylko, aczkolwiek bardzo niechętnie, dzierżawię go Markowi (w moich stronach mówiło się „harenduję”). Przystaję na tę wysoce dla mnie niedogodny wariant tylko/wyłącznie dlatego, że PRZY OKAZJI Marek robi zdjęcia MI.

Zdecydowanie jednak wolę sytuacje, w których to ja naciskam spust. Tego dnia przekroczyłam z całą pewnością (to zdanie moich kompanów, nie moje) unijne i szwajcarskie2 normy fotograficzne. Jednak pomimo szaro-beżowej aury ziemi i stalowo-niebieskiego kolorytu nieba pejzaże bieszczadzkie domagały się mojej uwagi3. Kiedy Karolina, Filip i Zbyszek z lekkością potwierdzali zaznaczone na mapie czasy przejść ja albo Marek uwaleni między krzaczkami czarnych jagód dokumentowaliśmy dla nieobecnych urodę bieszczadzkiego przedwiośnia.

Nie widzę potrzeby kolejnego opisywania tej trasy, zrobili to już wcześniej, i co ważne, w majestacie swoich niepodważalnych kompetencji tubylcy/przewodnicy/bieszczadnicy i do poznania ich relacji zachęcam. Zachęcam też do weryfikacji i do osobistego poznania, bo najfajniejsza relacja nie odda subtelności i zmysłowości wiatru niosącego zapach kwitnących przebiśniegów. Ulotne, efemeryczne i eteryczne jest zresztą w Bieszczadach wszystko a przy tym proste, głębokie, szerokie i autentyczne niczym bieszczadzkie panoramy.

Kiedy po ośmiu godzinach spotykamy się ponownie całą ekipą na parkingu nie jestem wcale tą samą osobą. Zakochałam się w Bieszczadach! Mogłabym tu żyć!

Wieczorem spotykamy się już w szóstkę na kolacji w „Biesisku”. Klimatyczna oberża uwodzi nas i oczarowani wracamy tu każdego dnia naszego pobytu. Czosnkowa zupa z grzankami i świeżo posiekaną pietruszką wzbudza we mnie (i nie tylko we mnie) najmocniejsze kulinarne wzruszenia. Podczas gdy Jasia, Karolinka i Zbyszek czekają na Fuczki-placki kapuściane z sosem czosnkowym (jaka szkoda, że brakło baraniny) ja i Marek delektujemy się pierogami huculskimi (z bryndzą). Zaś pstrąg bezpretensjonalnie dopełnia całości kulinarnego szaleństwa. Wino wybiera Zbyszek i czyni to z prawdziwie kiperskim namaszczeniem. Zaś dostępna oferta regionalnych piw wprawia nas w zakłopotanie a samo czytanie ich nazw relaksuje, odpręża. Niewiele przed północą, syci duszą i ciałem, wracamy do naszego „Brzeziniaka”4.

Powoli, acz nieuchronnie poddaję się magii Bieszczad. Kiedy słodko zasypiam w silnych i czułych objęciach ukochanego mężczyzny, balansując na granicy jawy i snu, widzę wołosadzkie hucuły5 wolne i szczęśliwe konie bieszczadzkie. Zazdroszczę im ciałem i duszą.

PS
Tego dnia wiele się zdarzyło. O tym jak się zgubiliśmy na szlaku/ poza szlakiem (Marek i ja) pisała nie będę. Sic!!! Ważne, że się odnaleźliśmy. Niedźwiedzia, tym razem, nikt z naszej piątki nie spotkał i właściwie to był chyba największy cud tego dnia. Bo tego dnia niedźwiedź grasował w Zatwarnicy6.

1 Nawet w Bieszczadach zdarzają się lawiny! Tym razem cudem uniknęliśmy jej zejścia. Nieświadomi zagrożenia przemierzaliśmy śnieżny nawis na przełęczy pod Tarnicą. Dopiero kiedy zeszliśmy ze stromego fragmentu szlaku naszym oczom ukazał się złowieszczy nawis.

2 W dniu 6 marca 2012 roku odbyła się oficjalna inauguracja projektu, współfinansowanego przez Szwajcarię, Karpaty Przyjazne Ludziom. 794 tyś. franków szwajcarskich przeznaczono na wsparcie techniczne potencjalnych inwestorów w regionie oraz prowadzenia szkoleń i seminariów dla lokalnej społeczności, inwestycje w infrastrukturę Bieszczadzkiego Parku Narodowego oraz doposażenie Bieszczadzkiej Grupy Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

3 Krzemień… piękna góra ale niedostępna dla zwyczajnego turysty jakimi jesteśmy my. Trawersujemy jego grzbiet w poczuciu straty ale z szacunkiem dla administracyjnej decyzji Dyrekcji Bieszczadzkiego Parku Narodowego.

4 Siedlisko "Brzeziniak" (link).

5 Konie te są krzyżówką różnych typów koni, w tym m.in. stepowych, azjatyckich, orientalnych i nordyckich. Poruszają się kłusem, wykazują dużą odwagę i są bardzo inteligentne, cechuje je doskonałe wyczucie i orientacja w terenie, co czyni je doskonałymi kompanami górskich wędrówek. Są wytrzymałe, odporne na choroby, żyją nawet 30 lat. Zawsze jedzą na zapas :-)
Więcej poczytasz tu (link).

6 54-latek z Bieszczad przeżył atak niedźwiedzia (link).



trasa:
    Wołosate - Przełęcz w Tarnicy         - Tarnica - Przełęcz w Tarnicy        - Przełęcz Goprowska - Kopa Bukowska - Halicz - Rozsypaniec - Przełęcz Bukowska- Wołosate
Panoramy
Na niebieskim szlaku na Tarnicę: po wyjściu poza granicę lasu ukazuje się Szeroki Wierch a na horyzoncie Wielka i Mała Rawka.
Ostatnie metry podejścia na siodło w Tarnicy (1275 m n.p.m.). Nazwa góry pochodzi z języka rumuńskiego, w którym słowo "tarnita" oznacza siodło.
Na przełęczy w Tarnicy. W dali po lewej grzbiet Krzemienia a w centralnej części kadru Halicz - kolejny cel naszej wędrówki.
Tuż za Przełęczą Goprowską. Po lewej Rozsypaniec a po prawej Pliska (1066 m n.p.m.) - góra, której nazwa zapewne też ma rumuńskie korzenie :-)
Trawersując zbocze Krzemienia. Panorama w stronę Tarnicy.
Panorama Tarnicy z południowych stoków Krzemienia (1335 m n.p.m.) - na horyzoncie tereny Użańskiego Parku Narodowego.
Na zachodnim zboczu Kopy Bukowskiej (1320 m n.p.m.). Od lewej: Halicz, Rozsypaniec i Pliska.
Na Kopie Bukowskiej. Na wprost Halicz i Rozsypaniec
Kopa Bukowska jest bardzo urozmaiconym szczytem, pokrytym zarówno dywanem suchych o tej porze traw, jak i skałkami. Jest tu nawet gołoborze!
Za kulminacją Kopy Bukowskiej natrafiamy na największy tego dnia płat śniegu. W butach robi się mokro.
W pół drogi między Kopą a Haliczem. Po prawej zza grzbietu Tarnicy wystaje Menczył (1008 m n.p.m.)
Podejście pod Halicz. Od lewej: Tarnica, Krzemień i Kopa Bukowska, która od tej strony wcale nie przypomina kopy.
W drodze na Halicz. Panorama w kierunku północno-zachodnim.
Tarnica, Krzemień, Kopa Bukowska i BB czyli jedyne w swoim rodzaju bieszczadzkie błoto :-)
Ostatnie metry podejścia pod Halicz. Ponad Goprowską Przełęczą wyłania się Połonina Caryńska.
Na wierzchołku Halicza. 180° panorama w kierunku południowo - zachodnim.
360° panorama ze szczytu Halicza.
Na wierzchołku Halicza. 180° panorama w kierunku północno-wschodnim.
Między Tarnicą po lewej a Krzemieniem po prawej, na horyzoncie majaczy Połonina Caryńska. Widok z Halicza.
Rozsypaniec. Wschodnie, północne i zachodnie stoki tej góry zasilają zlewnię Bałtyku,
zaś na południowym zboczu ma swój początek potok Moszka odprowadzający wody do Morza Czarnego.
Na przełęczy między Haliczem a Rozsypańcem (1238 m n.p.m.) - widok w kierunku zachodnim.
Rozsypaniec swą nazwę zawdzięcza licznym charakterystycznie rozrzuconym, "rozsypanym" po zboczach skałkom.
Pod szczytem Rozsypańca. Od lewej: Tarnica, Krzemień, Kopa Bukowska, Halicz, Wołowy Garb.
Halicz i Wołowy Garb - widok z zachodnich stoków Rozsypańca.
Na szczycie Rozsypańca. Po lewej leżący na granicy z Ukrainą Kińczyk Bukowski.
Panaorama z Rozsypańca w kierunku południowo-wschodnim. W oddali widać pasma ukraińskich Bieszczadów Wschodnich i Zachodnich.
Na Rozsypańcu. 180° panorama w kierunku zachodnim.
Ze zboczy Rozsypańca widok na południowy wschód.
W centralnej części kadru dostrzec można Pikuj - najwyższy szczyt Bieszczadów,
przez który do 1945 roku przebiegała południowa granica Rzeczpospolitej Polskiej.
Przełęcz Bukowska (1107 m n.p.m.). Przed nami granica polsko-ukraińska. Szlak skręca teraz w prawo w stronę Wołosatego.
Czekają nas jeszcze dwie godziny śnieżno-leśnej drogi do Wołosatego.

Ciekawe strony Newsletter Powrót do strony głównej