|
|
Kręta droga do zimorodka
czyli o tym, że to święta prawda iż każdy wędkarz wie gdzie zimują zimorodki
Pojechaliśmy nad stawy do Trzciany w nadziei, że spotkamy tam stada wodnych ptaków. Nie było ani jednego. Marek z desperacji zaczął fotografować latające wężykiem jaskółki, a ja oddałam się bezinteresownej obserwacji rodziny szczygłów. Podążając śladem ich lotu doszłam aż do Cerkwi Narodzenia Bogurodzicy*. Marek zaspokoiwszy swoją potrzebą złapania w locie jaskółki szybko do mnie dołączył. Maleńka cerkiew okazała się być w chwili obecnej rzymskokatolickim kościółkiem wpisanym od 1985 roku do rejestru zabytków. Młody chłopak zajmujacy się konserwacją fresków przykytych grubą wartwą olejnej farby zdziwił się niepomiernie na nasz widok.
- Nie słyszałem auta - tłumaczył swoje zaskoczenie.
- Bo my piechotą - wyjaśniłam.
- Nie bała się pani żmij? - zapytał rozsądnie.
- W takich butach? - pokazałam mu moje solidne buty trekingowe, co biorąc pod uwagę upał panujący tego dnia, musiał uznać za imponujące poświęcenie.
- Tu nie wolno fotografować - zakomunikował rzucając przelotne spojrzenie na trzymany przeze mnie aparat.
- Hmm... szkoda... ale tym obiektywem sfotografowałabym co najwyżej czubek nosa Pana Jezusa.
- A co pani fotografuje? - no i się zaczęło. Mężczyzna kończył już swoją pracę w tym dniu ale przez to z pozoru niewinne pytanie wrócił do domu godzinę później. Bo najpierw rozmawialiśmy o szczygłach i czajkach, potem o freskach i cerkwiach, następnie o skowronkach i Pustelni Jana z Dukli, by wreszcie zejść na temat ryb i koniec końców wędkowania.
- Pan jest wędkarzem! - prawie krzyknęłam.
- Tak - odparł z dumą widząc moją rozanieloną minę. I spodziewając się we mnie wdzięcznego słuchacza opowiadał ze swadą o pstrągch, uklejach, brzanach i innych rybach. Uwielbiam słuchać jak ludzie mówią o swoich pasjach. Kiedy na chwilkę zamilkł, stwierdziłam:
- I widział pan zimorodka - chłopak natychmiast potwierdził a potem serdecznie się roześmiał.
- Będę wedkarzem - oświadczyłam poważnym tonem, co wcale, ale to wcale go nie zdziwiło i ani przez chwilę nie wątpił, że mogę nim naprawdę być. Udzielił mi mnóstwo przydatnych informacji i wskazówek, a potem zapytał co chciałabym złowić.
- Zimorodka - odpowiedziałam zgodnie z prawdą i dopiero wtedy na moment przez jego młodzieńczą twarz przemknęło niedowierzanie.
- Ja chcę być wędkarzem żeby sfotografować zimorodki. Każdy wędkarz, jakiego znam, widział zimorodki.
Chłopak widząc moją determinację podzielił się ze mną sekretem gdzie zimują zimorodki.
- Widziałem go tam zimą - gorąco zapewniał.
Nie wiem o czym jeszcze rozmawiali Marek i Pan Konserwator-Wędkarz bo ja odpłynęłam. Moja dusza szybowała nad nurtem Jasiołki w towarzystwie zimorodka.
Następnego dnia udaliśmy się we wskazane miejsce i po dłuższych poszukiwaniach wypatrzyłam zimorodki, które później na zmianę z Markiem fotografowaliśmy.
Wracaliśmy kilkakrotnie nad Jasiołkę i w sumie spędziliśmy nad nią kilkanaście pięknych godzin. Gdy była kolej Marka na fotografowanie ja brodziłam nurtem Jasiołki wspominając urokliwe czasy mojego dzieciństwa nad Sołą. Zimorodki latały wzdłuż rzeki nad moją głową, a ja powoli poznawałam zarówno ich zwyczaje jak i miejsca żerowania.
Najpiękniejsze zdjęcia zimorodkom zrobił Marek ostatniego dnia, gdy siedziały na konarze, który znalazłam pierwszego dnia. Cóż... akurat była jego kolej na trzymanie aparatu ;-)
Zimorodków było pięć: ojciec** i cztery podloty. Mama wysiadywała jaja z drugiego lęgu. Znaleźliśmy jej norę wyżłobioną w gliniastej skarpie.
Pomógł nam w tym łut szczęścia. Kiedy ukryci pośród wyrośniętych liści łopianu czatowaliśmy na kolejny lot zimorodka nie spodziewaliśmy się, że stoimy idealnie na wprost gniazda zimorodków. Tata zimorodek nadleciał ze złowiona rybką, a następnie szybko wleciał wgłąb wikliny rosnącej między skarpą a brzegiem rzeki.
Marek przez lornetkę wypatrzył norkę i nawet skłonny był zostać w jej pobliżu na zawsze. Udałam się więc samotnie na poszukowanie żerowiska zimorodków i dopiero odkrycie go skłoniło mojego zdetrminowanego męża do zmiany silnego postanowienia trwania na raz wypatrzonym stanowisku.
Widząc błysk w jego oku nie miałam serca odebrać mu aparatu. Zabrałam mu więc plecak... lornetkę... koc... i ukryta w gęstwie łęgowej roślinności informowałam na której gałęzi siada tata zimorodek i gdzie młode pikują po ryby.
Marek honorowo oznajmił mi potem, że to są nasze wspólne zdjęcia. Było ich z tysiąc więc miał się czym dzielić :-) Warunki oświetleniowe nie były najlepsze tego dnia, ale to był ostatni dzień naszego wakacyjnego pobytu i chcieliśmy jeszcze odwiedzić pustelnię św. Jana z Dukli... pożegnaliśmy więc zimorodki życząc im bogatych łowów zimą.
I właściwie to już nie wiem... zostać tym wedkarzem czy nie zostać?
Pojechalismy do Trzciany podzielić się radością z Panem Konserwatorem, ale ten skończył już swoją pracę i nie zastaliśmy go w kościółku.
A tak w ogóle to dzięki zimorodkowi poznaliśmy też innych fantastycznych ludzi: Irenkę i Darka, u których zostawialiśmy auto wyruszając nad rzekę. Pozdrawiamy serdecznie :-) Smak weselnych placków, którymi nas częstowaliście pamiętamy do dziś a woda ze studni miała niepowtarzalny smak. Dziękujemy!
Kręta i długa była nasza droga do spotkania z zimorodkami. Patrzę teraz na mapę w miejsce gdzie mieszkają "nasze" zimorodki i daję wam słowo, że widzę ten pochylony nad taflą wody konar, na którym siedziały ucząc się niebezpiecznej sztuki łowienia rybek. A jak się tak dłużej przyglądam to widzę ich śliczne niebieskie i pomarańczowe pióra... i czerwone nogi też.
Warto potrudzić się by zobaczyć ten cud natury.
A tak na marginesie...
czy ktoś może wie gdzie mieszkają żołny?
* Cerkiew Narodzenia Bogurodzicy w Trzcianie to dawna cerkiew greckokatolicka Narodzenia Bogurodzicy zbudowana w drugiej połowie XVII wieku. Wewnątrz znajduje się XIX-wieczny ikonostas namalowanym przez Jana i Pawła Bogdańskich z Jaślisk. Cerkiew jest murowana, orientowana, na planie trójdzielnym. Od zachodu dobudowano kruchtę. W dzwonnicy XVI-wieczne dzwony.
Obecnie cerkiew pełni role kościoła parafialnego p.w. Chrystusa Króla, nad którym pieczę sprawują ojcowie Bernardyni z Dukli.
** Płeć zimorodków najłatwiej rozpoznać po kolorze dzioba: u samic jego spodnia część jest w kolorze czerwonym, zaś samce mają cały dziób czarny.
Dorota
|