Wilgi dziadka Stefana

czyli spotkanie po 40 latach
(wiosna i lato 2018 roku)

Wilgi były ulubionymi ptakami mojego dziadka. Często na spacerach nad Sołą przerywał nagle rozmowę i prawie konspiracyjnym tonem szeptał:
- Słyszysz? Wilga śpiewa.

W takich chwilach wstrzymywałam oddech i nasłuchiwałam razem z nim.
Melodyjne „Zoofiju” lub jak kto woli „Teofilu” rozbrzmiewało na przemian z przeraźliwym, wręcz demonicznym skrzekiem. Skrzeczały podloty, które ojciec cierpliwie uczył śpiewu. Do dziś wydaje mi się to nieprawdopodobne, że tak bardzo można wytrenować jakąkolwiek krtań. Kiedy rozpoczęła się moja przygoda z chórem i zdarzało mi się tracić nadzieję, że wyciągnę czysto górne C, myśl o wilgach była dla mnie wielkim wsparciem.
Bo one ćwiczą swój głos od rana do wieczora, i doprawdy, muszą włożyć sporo wysiłku aby wreszcie, pod koniec lata, przed wylotem do Afryki, zaśpiewać pieśń o Zofii i Teofilu.

Wilgi towarzyszyły mi w dzieciństwie i wydawały mi się oczywistym elementem nadrzecznego krajobrazu.
Niespodziewanie znikły, wraz z dudkami i zimorodkami, i pojawiły się w moim życiu dopiero po 40 latach. Za to w wielkim stylu. Zamieszkały nieopodal naszego domu pośród wysokich brzóz, osik i dębów.

Co roku wydają tu na świat trójkę swoich dzieci. W czerwcu często widuję je zarówno w koronach drzew jak i podczas przelotów, zdarza się, że uda mi się spotkać je na niższych gałązkach. Zauważyłam, że siadają tam kiedy czują się bezpiecznie. Wilgi są niezwykle waleczne. Wielokrotnie widziałam jak przeganiały z zapałem grubodzioby lub sójki, gdy te zanadto zbliżyły się do ich gniazda lub podlotów. Potrafiły wywieść w pole przebiegłego jastrzębia. Kiedy ten latał nad ich rewirem najpierw sobie znanym sposobem uciszyły rozskrzeczane potomstwo a później w parze, falistym lotem oddalały się na jakieś 300 metrów, dopóki drapieżnik nie dał za wygraną.

Młode wilgi w oczekiwaniu na swoich rodziców siedzą zazwyczaj na wysokim drzewie, oczywiście skrzecząc i przeskakując z gałęzi na gałąź. Rodzice o swoim powrocie raczej ich nie informują, zazwyczaj siadają cicho na pobliskiej gałązce i następnie podlatują do młodych. Zaraz potem podloty rozpoczynają swoje popisowe loty.

Wilgi nie tolerują w swoim sąsiedztwie żadnych dużych ptaków ale obecność wróblowatych im nie przeszkadza.

Wilgi bardzo krótko goszczą w naszej strefie klimatycznej, zaledwie 3-4 miesiące. przylatują w maju a odlatują już w sierpniu, czasem we wrzeniu. Jak podaje literatura naukowa jaja wysiaduje tylko samica około 15-18 dni. Pisklęta przez 17 dni przebywają w gnieździe. Wilgi wyprowadzają tylko jeden lęg w sezonie za to są troskliwymi rodzicami. Opiekują się potomstwem aż do ich odlotu do Afryki w krainę tropiku. Z naszej okolicy znikły z dnia na dzień, na raz wszystkie, cała rodzinka. Jednak w wielu naukowych publikacjach przeczytałam, że migrują pojedynczo. Śpiewu uczą się od ojca. Jak to bywa w świecie ptaków samiec posiada intensywniejsze, mocno żółte ubarwienie, samiczka ma cytrynowy brzuch w subtelne prążki. Młode ptaki są podobne do samicy, jednak mają od niej ciemniejszy dziób i ciemnobrązowe oczy.

Ptaki te uchodzą za skryte i nieufne. Z moich obserwacji wynika, że tak reagują na obecność ludzi. Kiedy wilgi mnie nie widziały zlatywały bardzo nisko, obserwowałam je nawet na najniższych gałęziach drzew, niespełna metr nad ziemią. Najłatwiej obserwować je wczesnym rankiem, w trakcie ich przemieszczania się od zagajnika do zagajnika. Ja miałam to szczęście, że na wprost okien naszej sypialni rosną wysokie stare lipy, które upodobały sobie młode wilgi, po opuszczeniu gniazda. Słysząc śpiew samca wyskakiwałam z łóżka i czaiłam się na nie z lornetką obserwując je przez wąską szparę dachowego okna. Pomimo tak intensywnej barwy nie łatwo było je zlokalizować. Jednak zachowując się dyskretnie mogłam cieszyć się ich obecnością długie minuty. Inną korzyścią było to, że przy okazji wypatrzyłam inne ptaki, np. szczygły, kapturki, piegże, grubodzioby, dzięcioły zielone.

Wcale nie łatwo jest zrobić wildze dobre zdjęcie. Jest jaskrawo żółta ale nie ułatwia to bynajmniej zadania, bo zwykle siada za zasłoną liści, które kołyszą się na wietrze i utrudniają właściwe naostrzenie obrazu. Znakomita większość moich zdjęć wilg wylądowała z tego powodu w koszu. Ponadto wilga nieustannie przemieszcza się, więc fotografowałam ją z ręki, bez użycia statywu.
Nie zadawala mnie efekt mojego fotografowania, dużo jeszcze muszę się nauczyć.

Dorota

 

Podziel się z innymi swoją opinią...


  o nas   ciekawe strony   blogi o górach   napisz do nas   strona główna   newsletter