Ż y j   k o l o r o w o
czyli jak to szczygły wprowadziły się do naszego ogrodu
(czerwiec 2019)

Szczygły upodobały sobie nasz ogród. Szczególnie lubią stare świerki i sosny. W tym roku dwie pary założyły gniazda. Zarówno świerk jak i sosna znajdują się na tyle blisko okien naszego domu, że bez trudu mogę je obserwować w każdej wolnej chwili. Ptaki przyzwyczajone są do naszej obecności i nie boją się nawet wtedy gdy stoję z aparatem w otwartym oknie.

Budowa gniazda to ogromy wysiłek dla ptaków. W przypadku szczygłów czyni to wyłącznie samiczka lecz w asyście samca, który pełni funkcję ochroniarza. Para zawsze przylatuje i odlatuje w tym samym czasie.
Samiec zajmuje wyeksponowane miejsce i bacznie rozgląda się na boki patrolując teren. Kiedy dostrzeże coś podejrzanego natychmiast alarmuje partnerkę, po czym oba ptaki odlatują. Kiedy samiczka czuje się bezpieczna wlatuje bez ceregieli od razu do gniazda.

Zdarza się, że zanim to zrobi, również przysiada na pobliskiej gałązce i robi rozeznanie. Następnie wlatuje do gniazda. Pani szczygłowa buduje gniazdo w kształcie niskiego walca ale środek jest jak miseczka. Jest bardzo solidne i ładne. Do jego budowy używa drobnych korzonków, gałązek, łodyg chwastów, mchu i zwierzęcego puchu oraz pajęczyn.

Budowa gniazda trwa od świtu aż do zmierzchu, nawet w samo południe, choć zwykle wtedy ptaki odpoczywają. Moje szczygły kontynuowały prace budowlane również w deszczu.
Para szczygłów, która zdecydowała się na budowę gniazda w gałęziach świerka była jednak niedoświadczona i usytuowała je w bardzo widocznym miejscu. Nie uszło to uwadze sprytnej sójki. Gniazdo padło jej łupem, bez trudu je odnalazła i splądrowała jeszcze zanim samica zaczęła wysiadywać jaja.

Widywałam jeszcze przez kilka następnych dni tę parę w naszym ogrodzie ale nie udało mi się ustalić czy założyły gniazdo w innym miejscu. Ta para była łatwa do rozpoznania bo samiczka była bardzo młoda i jej czerwona maska była dość słabo wybarwiona, właściwie w plamki.

Druga para wykazała się większym sprytem i umieściła gniazdo od strony domu, co uniemożliwiało sójce dokonywanie obserwacji za to ułatwiało ją mnie. Szczygły z czasem całkowicie zaakceptowały moją obecność, jednak kiedy zmieniłam ubranie wzbudziło to w nich nieufność, więc szybciutko przebrałam się w znany im strój.

Miłosne igraszki szczygły rozpoczęły jeszcze w trakcie budowy gniazda. Po złożeniu jaj samiec dokarmiał swoją partnerkę ale często dochodziło do dość zabawnej sytuacji. Początkowo samiec towarzyszył samiczce siedząc na czubku gałęzi i śpiewając, razem odlatywali na jej sygnał w poszukiwaniu jedzenia, ale po powrocie samiczka sadowiła się w gnieżdzie a on... dokarmiał ją nadal. Zdarzało się że ptaki przysiadywały na chwilkę blisko siebie i miałam wrażenie, że czyniły to świadomie.

Szczygły przy gnieździe i jego pobliżu zachowują się nader cicho, dlatego pomimo ich kolorowego upierzenia łatwo je przegapić. Budując gniazdo wielokrotnie samiczka zanosiła do gniazda pędy chwastów ale kiedyś podczas wysiadywania, po powrocie z krótkiej "przelotki", usiadła w gnieździe z pękiem nasion ostu. Czyżby robiła sobie zapasy żywieniowe?

W gnieździe siedziała nieruchomo nawet wtedy gdy padał deszcz. Zmieniała pozycję, owszem, ale czyniła to niezwykle dyskretnie. Kiedy pojawiły się już jaja w gnieździe oboje przyszłych rodziców zmienili sposób zbliżania się do gniazda. Podczas jego budowy również czynili to z niezwykłą ostrożnością ale potem wchodzili... tylnym wejściem.

Dzięki obserwacji szczygłów w porę spostrzegłam przebiegłą sójkę, która widząc mój ruch ręki czym prędzej czmychnęła. Może chciała przeszukać sosnę w poszukiwaniu smakołyków tak jak niedawno uczyniła to ze świerkiem? Mam nadzieję, że to nie "nasza" sójka. Kiedy 2 lata temu przez dwa tygodnie przekopywaliśmy ogród aby zapewnić jej codzienne porcje dżdżownic, starałam się nie myśleć, że kiedyś będzie pożeraczką jaj i piskląt. Wtedy sama była w potrzebie. Cóż... prawo natury. Wybaczam jej to, ale kotom, a raczej ich właścicielom... wybaczanie przychodzi mi znacznie trudniej :-(

To były bardzo relaksujące dla mnie chwile i czyniłam starania by jak najlepiej wykorzystać nadarzającą mi się okazję. Wcale nie było to łatwe bo rano miałam ptaki pod słońce a po południu w cieniu. Rozważałam nawet czy nie wziąć urlopu aby móc je sfotografować w lepszym oświetleniu. Jednak pewnej niedzieli spędziłam z nimi kilka godzin. Wtedy właśnie powstały moje najbardziej udane zdjęcia szczygłów.

Ptaki te wyprowadzają zwykle 2 lęgi w roku. Po zakończeniu okresu lęgowego łączą się w stada i wtedy łatwo je zaobserwować. Jak na łuszczaki przystało żywią się nasionami, a przede wszystkim nasionami ostów, łopianu, mniszka lekarskiego. Ich największym przysmakiem są nasiona olejarki abisyńskiej o czym przekonałam się przypadkiem.

Jaja wysiadywała samica. Kiedy się wylęgły pisklaki oboje rodzice dokarmiali je. Początkowo samica nie opuszczała młodych ale już drugiego dnia również ona wylatywała na połów. Do gniazda przylatywali oboje, najpierw samica karmiła młode, potem czynił to ojciec ale najczęściej za pośrednictwem matki składając pokarm do jej wola, którym ona później dzieliła potomstwo. Nie było nam dane ujrzeć jak młode dorastały i opuściły gniazdo. Kiedy miały 4 dni wyjechaliśmy na wakacje. Żal nam było je opuszczać. Mam nadzieję, że szczęśliwie je wychowałi i wyprowadziły w świat.

Następnego dnia, na spacerze, idąc drogą pomiędzy polami dotarliśmy do rozstaju dróg w tym samym czasie co traktor, którego kierowca zdecydował skrócić sobie drogę. Ponieważ staliśmy na jego drodze musiał nieco nas ominąć. Kiedy odruchowo zrobiłam krok w bok w obawie, że jednak jedzie zbyt blisko mnie, spod moich nóg odfrunął skowronek. Spojrzałam w dół i oniemiałam: pomiędzy moimi stopami leżało gniazdo a w nim dwa pisklaki i jedno jajo. Ale to już odzielna opowieść, do której wkrótce zaproszę.

zobacz wszystkie zdjęcia

Podziel się z innymi swoją opinią...