Ptasi akrobata

czyli kowalik nad barwałdzką Kleczanką
maj 2017 roku

3 maja wybraliśmy się na wycieczkę.
Kwitły właśnie mniszki a my koniecznie chcieliśmy nazbierać kwiatów na dżem...
Cóż... w taki deszczowy dzień mniszki chroniąc pyłek przez zniszczeniem roztropnie pozamykały się. Marek nie tracił jednak nadziei i wierząc w prognozy wyczekiwał obiecanego przez meteorologów okna pogodowego. Kiedy pokonani pochmurną aurą wracaliśmy, niespełna trzysta metrów od naszego domu zaświeciło obiecane słońce.
Marek zobaczywszy łąkę rozświetloną tysiącami złotych mniszków zażądał natychmiastowego zatrzymania się. Wiadro było jedno, zaś na dnie plecaka czekał aparat fotograficzny.
Marek poszedł zrywać mniszki a ja... na spacer.

Od 4 lat przemierzam tę drogę codziennie jadąc samochodem do pracy. Zawsze frapowały mnie meandry potoku Kleczanka więc korzystając z okazji udałam się na mały rekonesans. I to co zobaczyłam na przestrzeni zaledwie 100 metrów wprawiło mnie w zachwyt i osłupienie. Prawdziwe cuda: czosnek niedźwiedzi, bażanty, kuropatwy, 2 zające, sarny, żeremia bobrów, kilkanaście dziupli: dziupla kowalików... dziuple sikorek bogatek, dziuple szpaków... Utknęłam na dobre! Zarówno tego dnia jak i przez kolejne dwa tygodnie miałam wręcz obsesyjne pragnienie aby każdą wolną (i nie wolną też) chwilę spędzić nad Kleczanką. Podczas moich obserwacji mijający mnie samochodami sąsiedzi zatrzymywali się dopytując czego tak wytrwale wypatruję. Podejrzewali, że fotografuję bobry, które również tu żyją. Gdy odpowiadałam im, że podglądam kowaliki dzielili się ze mną swoimi ptasimi historiami o gnieździe remiza spotkanego tu nieopodal w dzieciństwie, o gnieździe bliżej nieznanych ptaszków w tujach, o dudkach i sikorkach. Ostatecznie spędziłam kilkanaście długich godzin w pobliżu dziupli kowalików i sikorek. Zarówno jedne jak i drugie korzystały z lokum wykutych w starych, wysokich wierzbach rosnących tuż nad wartkim strumieniem Kleczanki. Udało mi się zdobyć zaufanie kowalików i wkrótce czuły się w moim towarzystwie spokojnie i bezpiecznie. Zaakceptowały moją dyskretną obecność. Zapewne pomogło mi w tym również to, że ptaki już wcześniej przyzwyczajone były do obecności ludzi w pobliżu. Pozwoliło mi to poznać ich obyczaje.
Kowalik ma opinię bardzo szybkiego i niespokojnego ptaka. Czasem jednak "włącza na luz" i wtedy pozwala sobie na mały chillout ;-) Oswojony z dźwiękiem migawki nic nie robił sobie z mojej obecności i pozwalał się fotografować. Gdyby jeszcze tylko migawka mojego aparatu była sprawna ... ech! Gdyby jeszcze tylko nie był rozkalibrowany nasz obiektyw długoogniskowy...
Cóż... mimo wszystko było nieźle. Marek nawet nakłaniał mnie do kupienia odpowiedniego obiektywu, ale ostatecznie podjęłam decyzję, że są ważniejsze sprawy i... i... i właściwie to wcale nie potrzebuję lepszego obiektywu. Nie jestem przecież zawodowym fotografem, a fotografia przyrodnicza wymaga znakomitej jakości sprzętu, co sprawia, że jest on po prostu drogi. Mimo to fotografowałam kowaliki bo to zastępowało mi ;-) robienie notatek w terenie.
Widziałam jak kowaliki karmiły swoje dzieci, jak wynosiły ich odchody. Po raz pierwszy zobaczyłam kowalika jak wynosił z gniazda pakiet odchodów 3 maja. Ostatni raz widziałm jak karmi pisklę w gnieżdzie i wynosi jego odchody 20 maja. Życie kowalików obserwowałam przez 18 dni. Jak podaje dr Andrzej G. Kruszewicz młode pozostają w gnieździe przez 25 dni. Widziałam jak młode opuszczały dziuplę. To był najbardziej wzruszający moment. Podloty najpierw obserwowały z zaciekawieniem otoczenie, niecierpliwie kręciły się w dziupli a po chwili zwyczajnie wychodziły z niej i niemal natychmiast zrywały do lotu. Przysiadłszy na pobliskiej gałęzi czochrały pióra. Wcale nie sprawiały wrażenia nieporadnych. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie to, że moje kowaliki miały dziuplę dwukondygnacyjną, z dwoma otworami. Preferowały jednak dolny otwór i korzystały z niego dużo częściej. Przy wychowywaniu piskląt uwijały się bardziej niż sikorki. Skacząc zwinnie po pniach, również głową w dół, wydłubywały spomiędzy kory najróżniejsze owady i natychmiast frunęły z pokarmem do swoich pociech. Zdarzało się, że drugie z rodziców musiało czekać aż to pierwsze nakarmi pisklęta. Bywało, że rodzice spotykali się "w drzwiach"- jedno opuszczało dziuplę z odchodami piskląt, a drugie chciało do niej wejść z jedzonkiem. Sporo wysiłku wymaga od ptaków odchowanie młodych.
Kowaliki przy dziupli powstrzymywały się przed śpiewem. Zaś sikorki, siedząc na pobliskiej gałęzi, informowały głośno o swoim rychłym przylocie. Jednak kiedy siedziały już przy otworze dziupli również zachowywały się powściągliwie i dyskretnie.
Pierwsze podloty wylatujące z gniazda zauważyłam 17 maja, nastepne dwa dni później. Nie wiem czy młode wracały później do gniazda, ale prawdopodobnie nie, bo kiedy wróciłam nad rzeczkę 21 maja nikt już nie krzatał się wokół dziupli. W okolicy słyszałam dźwięczne odgłosy kowalików, ale już nie udało mi się ich w tym miejscu wypatrzeć. Kowaliki wydają zwykle tylko jeden lęg w roku, czasem powtarzają go w czerwcu. Ciekawe co zrobi moja para. Zatem do zobaczenia za rok! Postaram się w przyszłym roku być bardziej czujna i wiedząc już o ich dziupli udam się wcześniej na obserwacje. Może wtedy uda mi się zaobserwawać jak wynoszą z gniazda skorupki jajek? Teraz widziałm jedynie jak wielokrotnie wynosiły z gniazda odchody swoich pociech.
Kowaliki wracają często do swoich gniazd, więc jest spora szansa, że kiedyś znów będę mogła je obserwować. A jest na co patrzeć. Kowalik to prawdziwy akrobata. Jako jedyny w Polsce i Europie ptak potrafi przemieszczać się po pniach drzew głową w dół. Ale to jeszcze nic wobec tego, że za nic mając grawitację znakomicie radzi sobie w dużo trudniejszym terenie, a mianowicie na spodzie gałęzi. Chodzi gdzie chce i robi to dość szybko. Jak żaden inny ptak potrafi wyczyniać cuda ze swoim krępym ciałem i obserwując otoczenie przybiera niecodzienne pozy. A do tego jest pięknie upierzony i łatwy do rozpoznania, nie sposób pomylić go z jakimkolwiek innym ptakiem. W skrócie można opisać go tak, że ma grantowy frak, łososiową kamizelkę i czarną opaskę na oczach ;-) . Samiec jest ubarwiony intensywniej niż samica.
Kowaliki nie wykuwają same dziupli, ale korzystają z tych wykutych przez dzięcioły duże lub czarne. Potem sprytnie zamurowując wejście do dziupli mieszaniną gliny i śliny zmniejszają jego średnicę. Zabieg ten czynią chcąc uchronić swoje jaja i młode przed napaścią ze strony kuny bądź kotów. Wąziutki otwór uniemożliwia drapieżnikom włożenie łap do wnętrza. Obserwowana przeze mnie para kowalików wychowywała swoje młode w wysoko położonej dziupli, jakieś 6 metrów nad ziemią a 8 nad lustrem wody. Zaledwie szerokość wartkiego potoku odgraniczała ją od ulicy, a jakieś 10 metrów dalej biegły tory kolejowe. Huk pędzącego pociagu bywał czasem nieznośny, ale one nic sobie z tego nie robiły.
Kowaliki są też zapobiegliwe i gromadzą zapasy na trudniejsze czasy. Czynią to chowając nasiona w szparach kory drzew. Kowaliki preferują zadrzewienia liściaste, jednak swoje gniazda wyścielają korą sosny. Do życia zatem potrzebują zadrzewień mieszanych.
W tym roku miałam szczęście do kowalików, bo spotkałam je w kwietniu w kilku miejscach.
W sąsiedniej wierzbie nadal wychowywały swoje pisklęta sikorki, ale i one wyfruwały już z dziupli. Jednak te udało mi się podpatrzeć jak karmiły swoje młode na gałęziach. Kiedy tak wyczekiwałam na powroty moich kowalików, dostrzegłam jeszcze w okolicach starej wierzby i na pobliskiej łące szczygły, trzcinniczki, raniuszki, trznadle, muchowłówkę małą, kapturki, rudziki i oczywiście kosy, szpaki i drozdy, zięby, grubodzioby i kląskawki a w ostatnim dniu moich obserwacji: wilgi. Choć nie widziałam to słyszałam charakterystyczny śpiew strumieniówki i kukułki. Wręcz nie do wiary ile ptaków zamieszkuje ten niewielki zagajnik.
Wracając piechotą do domu uświadomiłam sobie, że zamieszkaliśmy w ptasim raju. Jakimś cudem ocalały tu stare drzewa, ludzie nie połakomili się na potężne lipy, buki, klony i dęby. Nie wytrzebiono też olch i wierzb z obrzeży licznych potoczków i strumieni. Dobrze mają się brzozy i osiki. Teraz, pod koniec maja, ich potężne korony wypełnia śpiew najróżniejszych ptaków. Musi ich być sporo skoro pomimo licznych naturalnych stanowisk, wszystkie nasze budki (sztuk 8) zasiedliły ptaki. Mamy zatem rodziny szpaków, sikorek modraszek, bogatki i wróbli. Kocham nasze stare drzewa i nie wyobrażam sobie bez nich naszego ogrodu. Moi sąsiedzi bliżsi i dalsi wciąż mają w swoim otoczeniu stare drzewa a sadzą też nowe.
Dobrzy ludzie tu mieszkają :-)

Ps.
Z tysiąca wykonanych zdjęć starałam się wybrać te najlepsze. Te najciekawsze wyszły nieostre. Za słaby mam sprzęt aby dobrze uwiecznić kowalika w locie. Do moich marzeń jednak dołączyło i to: Canon EOS 7D Mark II body + obiektyw Canona 400/5,6L (o lepszym nawet nie stać mnie marzyć). A może marzeniom nie powinno się stawiać ograniczeń?
... Może kiedyś zdecyduję się na to szaleństwo. Robiąc notatki ze zdjęć trochę mi żal, że tyle wspaniałych ujęć zostało zmarnowanych z powodu miernego sprzętu. Kiedy jednak oglądam (choćby w internecie) doskonałe zdjęcia wykonane przez profesjonalnych fotografów przyrody, dochodzę do wniosku, że świat nie potrzebuje więcej świetnych ujęć kowalika. Świat potrzebuje naszej uważności i szacunku dla przyrody.
W mojej przygodzie z kowalikami nie o zdjęcia chodziło, lecz o możliwość bycia bliżej przyrody, doświadczenia jej bogactwa i piękna, czerpania z niej siły.
Niedawno znalazłam blog prowadzony przez Andrzeja Barcia, który zachwycił mnie swoją wrażliwością na dźwięki i radością jaką daje mu słuchanie ptaków. Cały blog jest niezwykle ciekawy i warty uwagi. Odsyłam was tam również po to, abyście za jego sprawą - podobnie jak ja - otworzyli się na świat dźwięków i rozsmakowali w ich bogactwie. A jeśli już tak jest, to miło jest spotkać człowieka, który myśli i czuje w podobny do naszego sposób.
Życzę wam spacerów wypełnionych uważnością na przyrodę, której bogactwo i trwałość wcale nie są tak oczywiste jakby się mogło wydawać. Ceńmy naturę, chrońmy ją i szanujmy, by kiedyś nasze dzieci i wnuki nie żyły na wymarłej planecie w szczelnych kapsułach pod ziemią.
Życie jest piękne!

Dorota

 


  o nas   ciekawe strony   blogi o górach   napisz do nas   strona główna   newsletter