Grubodzioby przy okazji
Jest bardzo skrytym i dyskretnym ptakiem, a w dodatku dość nielicznym. Nie śpiewa, więc tym bardziej trudno go zauważyć. Zawsze kiedy go spotykałam było to dzieło przypadku, bo przy okazji obserwacji innych ptaków.
Najdłużej obserwowałam go gdy wraz z rodziną wilg przesiadywał na starej czereśni u sąsiada.
Innym razem, na innej czereśni, bardzo wysoko rozsiadły się podloty grubodzioba, i w przeciwieństwie do swoich rodziców, okrutnie hałasowały wydając z siebie coś w rodzaju skrzeczenia.
Grubodziób siadał także w młodym zagajniku w okolicach naszej bramy wjazdowej i wtedy to zrobiłam mu najładniejsze zdjęcia, choć on, zauważywszy mnie, szybko odleciał.
Widywałm go również zimą w okolicy naszego karmnika. Nazbierałam i ususzyłam dla niego ze 2 kilo czereśniowych pestek.
Najsmutniejsze spotkanie miałam z dwoma samcami, które poległy w walce o terytorium bądź względy samiczki. W tekturowym pudełku wyściełanym sianem przyniosła mi je sąsiadka Basia.
Jak mówiła, widziała je kiedy zajadle ze sobą walczyły na ziemi. Gdy do nich podeszła ledwo już oddychały. Zabrała je by im pomóc ale nie bardzo wiedziała jak, więc przyszła z nimi do nas.
Też pewnie nie wiedziałabym jak reanimować tak maleńkie istoty. Jednak na jakąkolwiek pomoc było już za późno.
Marek zakopał je w naszym ogrodzie pod drzewewm - tylko tyle mogliśmy dla nich zrobić. Było nam smutno, zwłaszcza że do tej pory żyłam w przekonaniu, że zwierzęta tego samego gatunku, a tym bardziej ptaki nie walczą ze sobą na śmierć i życie.
Podczas tych przelotnych znajomości nie zdążyłam się nimi nasycić. Wciąż jednak wysypywałam pestki do karmników. Niech jedzą, na zdrowie.
Po niedługim czasie pestki znikły i okazało się, że jednak wyjadały je grubodzioby.
Na kilku zdjęciach widać jak dorodny samiec bez trudu rozpoławia je, a następnie zjada lekko gorzkawy miąższ. Wiem, że gorzkawy bo sama czasem je podjadam 
Przysmakiem grubodzioba są orzeszki bukowe i sosnowe, które bez trudno wyłupuje z twardych osłonek. Smakują mu również niełuskane pestki słonecznika.
Grubodziób przy karmnika zachowuje się spokojnie a mimo to wszystkie ptaki boją się go i widząc jak wpada do karminka natychmiast uciekają. Nic dziwnego, że czują przed nim respekt, bo dziób grubodzioba, jak zgodnie twierdzi wielu ornitologów, ma nacisk nawet 70 kg! Obrączkowanie ich zapewne nie jest łatwe.
Grubodziób jest naszym największym łuszczakiem. Przy wadze około 50-60 gramów ma zaledwie 17-18 cm długości. Proporcje te czynią jego sylwetkę niezwykle masywną.
Pięknie wybarwiony z niego ptak i zawsze cieszę się na jego widok 
Większość ptasiego pokarmu znika z naszego ogrodu niepostrzeżenie. Na przykład owoce wiekowej rozłożystej kaliny, kilkunastu wielkich berberysów, dzikiego wina, morwy, irgi, cisów, dzikiego bzu, nasiona powojników, pęcherznicy czy sosnowe szyszki. Kilkakrotnie na łasuchowaniu przyłapałam kwiczoły i kosy, ale kto wie, może kiedyś zaleciało tu stado jemiołuszek i to one wyjadły do ostatniego koralika starą kalinę? Wspaniale byłoby zobaczyć taką akcję z jemiołuszkami.
Z naszych doświadczeń wynika, że najlepszym sposobem na dokarmianie ptaków są właśnie odpowiednie drzewa i krzewy posadzone w ogrodzie. Ptaki same zbierają z nich owoce, a te się tak szybko nie psują. Problem tylko taki, że gromada ptaków potrafi zaledwie w ciagu kilku dni ogołocić z nasion i owoców całe drzewo czy krzak i wtedy, mimo wszystko trzeba zainwestować w karmnik.
Na wiosnę w miejsce wykopanych forsycji planujemy posadzić śnieguliczkę i ogniki. Kiedyś urosną i może zawitają do nas także gile? Na razie gile latają tylko za ogrodzeniem i objadają się nasionami nielubianej przeze mnie nawłoci kanadyjskiej.
Karmnik ma też swoje słabe strony, widoczne zwłaszcza wiosną. Ech, co też mi się wtedy sieje na rabatkach! Owszem, bywają miłe niespodzianki, jak np. naparstnica gorzej jak sieje się pasternak albo rzodkiew tudzież inne kapustowate roślinki.
Mimo tych utrapień z plewieniem nie zamierzamy zaniechać dokarmiania ptaków. Nasz ptasia stołówka zawsze jest pełna, szczególnie w mroźne dni pilnujemy aby nie zabrakło w niech wysokokalorycznych ptasich rarytasów, i co niezwykle ważne, wody do picia, choć mamy staw w ogrodzie i codziennie wyrąbujemy w niej przerębel.
Dorota
|
|