Smakosz mrówek

czyli zielony sprzymierzeniec ogrodnika
(2018 rok)

W naszym ogrodzie mrówki są wszędzie. Okropnie mnie to kiedyś złościło, bo zdarzało się, że swoją działalnością szkodziły naszym roślinom. Ich obecność ma też swoje plusy. Za darmo spulchniają mi i nawożą ziemię, a przede wszystkim ściagąja do nas dzięcioły zielone, które są wielkimi smakoszami mrówek. W pobliżu naszego domu rośnie sporo starych liściastych drzew, a wśród nich kilka osik i innych topól, znanych z tego, że mają bardzo miękkie drewno, co razem czyni je idealnym miejscem zamieszkania dla dzięcioła zielonego. Zapewne w którymś z tych drzew dzięcioł zielony musiał wykuć sobie dziuplę i założyć w niej rodzinę, bo tego roku częściej niż zwykle widywałam go zarówno w naszym ogrodzie jak i na stojącym w granicy działki betonowym słupie. Jeśli nie dłubał w naszym trawniku to rozsiadał się na rzeczonym słupie i wyglądął jakby zgłębiał tajemnice elektryczności. Wpatrywał się w linię średniego napięcia przyglądając się izolatorom zupełnie jakby studiował technikę mocowania lin.

Inna rzecz, że ów słup był ulubionym miejscem wielu innych gatunków ale pozostałe ptaki całkowicie ignorowały prznaczenie słupa i nie interesowały się zachodzącymi tam procesami. Swoją ciekawością dzięcioł zielony sprawił, że stał się moim ptakiem miesiąca. Któregoś dnia, końcem maja, dzięcioł przywiód na słup swoją pociechę i wspólnie spędzili tam kilka minut. Młody podlot, pod czujnym okiem ojca, ćwiczył się w sztuce wspinania.

Dzięcioł zielony jest cichym ptakiem, najczęściej słychać go wczesnym rankiem i zdecydowanie wydawane przez niego odgłosy nie są śpiewem. Mnie przypominają upiorny chichot lub skrzeczenie. I pewnie z tego powodu tak trudno go zauważyć choć jest ptakiem całkiem sporym (wielkości gołębia) i pięknie wybarwionym. Różnice w wyglądzie samca i samicy są subtelne, nie łatwe do zauważenia (nawet przez lornetkę) - przynajmniej dla mnie. Natomiast rozróżnienie dorosłych i podlotów nie nastręcza zbytnich trudności. Młode dzięcioły mają po prostu mniej kontrastowe niż u ptaka dorosłego upierzenie, pokryte kreskowaniem, z ciemniejszymi pręgami spod spodu, a przy dziobie mają mniejsze niż samica zajady.

Równie szybko jak ja koty wypatrzyły dzięcioły. Koci spryt przegrał jednak z dzięciołową ostrożnością. Ptaki te z niezwykłą szybkością i obłędnym wręcz zapamiętaniem dziobią w ziemię ale na swoje szczęście ich dziobanie to serie przerywane bacznym obserwowaniem otoczenia.
Koty były bez szans, choć kiedyś musiało być blisko, oj blisko, dzięciolego końca. Kiedy szłam przez ogród w stronę raniuszkowego zakątka znalazłam na trawniku kilka zielonych piór.

Niestety miałam też smutne spotkanie z dzięciołem. Kiedyś, gdy wyjeżdżałam samochodem zza zakrętu, nadleciał naprzeciw mnie. Nie jechałam z dużą prędkością ale kiedy dzięcioł uderzył w maskę mojego samochodu padł na ziemię... chyba nieżywy. Ujęłam go za skrzydła i położyłam w pobliżu jezdni kompletnie nie majac pomysłu co dalej zrobić, jak go reanimować. Było mi niepomiernie smutno. Zauważyłam, że ptak nadal trzymał w dziobie patyk. Kiedy wracałam po około dwóch godzinach nie było tam ani dzięcioła, ani patyka. Ocknął się? Czy też jakis drapieżnik zjadł go w ustronnym miejscu? I po co był mu ten patyk? A może on tylko chwilowo stracił przytomność? Może czaszka dzięcioła jest na tyle mocna, że przeżył kolizję z autem?

Dzięcioły zielone wiekszość swego życia spędzają jednak na ziemi, głównie w poszukiwaniu pokarmu, które stanowią wspomniane na wstępie mrówki, nic dziwnego więc w tym, że latają nisko. Ich lot jest falisty, jakby szybujący. Z taką techniką lotu nie mają szans na zamorskie podróże. Zatem dzięcioły zielone zostają z nami na zimę i... nadal żywią się mrówkami. Którejś zimy spacerując po okolicy natrafiliśmy na rozkopany dół i wtedy byliśmy przekonani, że to działalność dzików. Wydawało się nam, że buchtowały w pobliżu jak to mają w swoim zwyczaju, ale... nie było śladów ich racic. Latające dziki? Nie! Dzięcioły zielone. Ptaki te mają wiecej zadziwających zwyczajów, jak choćby ten, że kąpią się w śniegu. I są monogamiczne, dochowują sobie wierności do końca życia.

Oprócz dzięciołów zielonych zalatywały do nas także dzięcioły zielonosine - gatunki bliźniacze. Te drugie są znacznie rzadsze. Zdarza się, że gatunki te krzyżują się ze sobą jednak mają niepłodne potomstwo. Kiedy tak na przemian zasiadały na wspomnianym słupie miałam obawy, że może się jednak w desperacji pobrały miedzygatunkowo? Dopiero gdy zobaczyłam samice obu dzięciołów nieco się uspokoiłam. Oba dzięcioły są zagrożone a wziąwszy pod uwagę ich wierność... źle by to wróżyło przyrodzie.

Dorota

 


Jak zawsze fajnie się czyta A fotki piękne.

Aneta

Podziel się z innymi swoją opinią...


  o nas   ciekawe strony   blogi o górach   napisz do nas   strona główna   newsletter